The Downfall of Pompeii – oktagony w wulkanicznym pyle

SONY DSC

Klaus-Jürgen Wrede to projektant, którego zna z pewnością większość miłośników gier planszowych. Laureat najbardziej prestiżowej nagrody w świecie planszówek czyli Spiel des Jahres w 2001 roku za Carcassonne. Okazuje się jednak, że designer „popełnił” również i inne pozycje. W tym roku za sprawą wydawnictwa Mayfair Games doczekaliśmy się reedycji gry pierwotnie wydanej po niemiecku w… 2004 roku. Pozycja to niezwykła, bo w pierwszej części zagrywamy karty, a w drugiej dociągamy kafelki. Chwalebny powrót The Downfall of Pompeii? Po odpowiedź zapraszam do recenzji.

Porządna eurogra

Historię Pompeii, które spoczęły zagrzebane pod warstwami pyłu i lawy znają chyba wszyscy. Taką to scenkę rodzajową możemy zobaczyć na wieczku The Downfall of Pompeii – antyczne miasto, gdzie przerażeni mieszkańcy uciekają przed nasilającymi się wybuchami górującego nad miejscowością Wezuwiusza. Podłużne pudełko zabezpieczone specjalną fakturą (która z pewnością zapobiega szybkiemu zniszczeniu) jest naprawdę ciężkie. W środku znajdziemy mnóstwo cylindrycznych drewnianych pionów (w 4 różnych kolorach) wyciętych bardzo starannie, choć miejscami mocno przybrudzonych. Kartonowe kafle (które umieszczamy w dołączonym płóciennym woreczku) są grube, zabezpieczone specjalną powłoką, a ich design atrakcyjny i czytelny. Plansza jest gruba, składana na 4 części, podklejona od spodu, a do tego pokryta fakturą zabezpieczającą. Rysunki na planszy są proste, ale kreska jest zdecydowanie przyjemna dla oka. Rewelacyjnym pomysłem jest plastikowy, składany wulkan, który umieszczamy na planszy. Element 3D z pewnością wyróżnia grę na tle innych produkcji, a patrzy się na niego niezwykle przyjemnie podczas zabawy. Karty umieszczono w klasycznym pudełku (w takim jak choćby możemy kupić Piotrusia w każdym kiosku), ale na szczęście nie „na ścisk” i można je swobodnie wyciągać i wkładać do niego. Layout kart jest prosty, ale za to bardzo czytelny. Ilustracje są kolorowe i pełne detali. Karty choć stosunkowo cienkie, to są śliskie i naprawdę dobrej jakości.  Anglojęzyczna instrukcja wydrukowana została na dobrej jakości papierze. Spis zasad jest krótki, za to przykładów i obrazków objaśniających jest chyba więcej niż samych reguł zabawy.

Dwa tryby w jednej grze

Przy pierwszym kontakcie z The Downfall of Pompeii wrażenie miałem jedno – to pewnie kolejne  nudne euro znanego projektanta, a Mayfair Games próbuje odgrzewać stare kotlety. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że gra ma dwa etapy, w których wykorzystujemy zupełnie inne elementy. Do tego możemy jeszcze wrzucać pionki przeciwników do… wulkanu. Nie było innego wyboru, trzeba było zagrać.

SONY DSC

W pierwszej fazie gry każdy z uczestników zagrywa w swojej kolejce jedną kartę, która odpowiada jednej z lokacji na planszy. Każda „miejscówka” posiada określoną pojemność na piony-ludzi (tak, tak drewniane elementy posiadane przez graczy to… mieszkańcy Pompei). Zagrywamy kartę, umieszczamy naszego „ludzika” na planszy i dociągamy kolejną kartę. Zabawa zaczyna się jednak dopiero po dłuższej chwili, gdy z talii wyciągniemy A.D. 79 – rozpoczyna się wybuch Wezuwiusza. Pojawiają się dwie zmiany. Zaczyna działać zasada krewnych. Jeżeli wyłożymy nasz pion do lokacji, w której już są jakieś pionki – to zliczamy ilość ludzi, którzy już tam byli. Cyfra ta określa ile jeszcze naszych drewnianych elementów możemy dodatkowo umieścić na planszy. Rozmieścić je możemy (po jednym) w budynkach tego samego koloru co zagrana karta lub budowlach neutralnych (szarych). Druga zmiana to nowy rodzaj karty czyli Omen. Jeśli wyciągniemygo – wrzucamy jednego z pionów przeciwnika wprost do… wulkanu. Gdy natrafimy niespodziewanie na kolejną kartę A.D. 79 – ziemia zaczyna pękać w samych Pompejach i z pęknięć zaczyna wydostawać się lawa i zalewać miasto.

SONY DSC

Teraz rozgrywa zmienia charakter. Karty wracają do pudełka i kolejno gracze wykładają 6 kafelków lawy na teren zabudowy antycznej miejscowości. W Pompejach jest 6 takich ognisk zapalnych, gdzie lawa zaczyna się wydostawać z ziemi. Teraz każdy gracz kolejno wyciąga losowy kafelek z torby i wykłada go. Wszystkie piony pod kaflem giną – trafiają do wulkanu. Po wyłożeniu następuje kolejna czynność. Gracz może poruszyć dwoma pionami na planszy – cel jest jeden: wyprowadzić jak największą grupę osób z miasta przez otwarte bramy. Łączna ilość ludzi na danym budynku określa możliwą ilość pól, które może przebyć pion po mapie. Oczywiście jest wyjątek: pojedynczy mieszkaniec może się przemieścić dwa razy lub raz, a następnie przyłączyć do grupy i przesunąć (w drugim ruchu) już według standardowych reguł.

Zabawa kończy się, gdy ostatni kafel zostaje wyjęty z woreczka. Kto wyprowadził największą ilość mieszkańców z Pompei, zwycięża w całej rozgrywce. W przypadku remisu decyduje ilość pionków pozostałych w wulkanie.

SONY DSC

The Downfall of Pompeii bardzo przyjemnie mnie zaskoczyło. Gra ma dwa etapy – szybszy z wykładaniem kart i dłuższy, bardziej „mózgożerny” z wykładaniem kafelków. Oczywiście droga do sukcesu wiedzie przez odpowiednie ustawienie swoich pionów w pierwszej fazie gry, aby w drugiej łatwiej było je „wyprowadzać” poza bramy miasta. The Downfall of Pompeii to jednak pozycja familijna i nie zabrakło sporej dozy losowości oraz uproszczeń. Gracze nie mają tej samej ilości tur jak w rasowej eurogrze, a rozkład kart w talii, które decydują o początku poszczególnych „części” gry jest w sporej dozie przypadkowy. Nie należy zapomnieć też o sporej ilości negatywnej interakcji, gdy zwłaszcza w drugiej fazie zabawy notorycznie eliminujemy piony przeciwników. Na szczęście zabawa jest wyrównana i w testowych rozgrywkach wyniki punktowe były do siebie zbliżone.

Pyszne danie

The Downfall of Pompeii to ciekawy mariaż gry kafelkowej, karcianej z elementami area control. Pierwsza część zabawy jest szybka i dynamiczna, a druga wymaga już sporej dozy główkowania. Nie zabrakło sporej losowości, która czyni z gry idealną na początek przygody z grami planszowymi lub na familijne, niedzielne spotkania. Odrobiną dziegciu w beczce miodu jest spora negatywna interakcja, która sprzyja zawieraniu i zrywaniu sojuszy – co może zniechęcić niektórych do wspólnej zabawy. Udany powrót po latach, zdecydowanie warto sięgnąć po tą pozycję i wypróbować.

Plusy:

  • dwie fazy rozgrywki
  • wulkan 3D
  • wzorcowa instrukcja
  • frajda z wrzucania pionów przeciwników do wulkanu

Minusy:

  • sporo negatywnej interakcji jak na grę familijną
  • przybrudzone drewniane piony
  • trochę uproszczeń

Ocena ogólna

Ocena ogólna 4,5/6

4,5/6


Grafika/Jakość

Grafika/Jakość: 4,5/6

4,5/6

 

Grywalność

Grywalność 5/6

5/6

Profil gry w serwisie Board Game Geek

Profil gry na stronie wydawcy

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: