Otontin: Warriors of the Lost Temple

SONY DSC

Gdybym miał zachęcić kogoś do zakupu Otontin: Warriors of the Lost Temple powiedziałbym o niesamowitym klimacie azteckich walk Ameryki prekolumbijskiej. Dodałbym informacje o inspiracji  Cosmic Encounter i możliwości gry, aż do 8 osób. Bardzo ładnie wykonana pozycja – też trzeba przyznać. No i kości – kolorowe, nietypowe o ciekawych symbolach. Mnóstwo zalet i potencjalny hit.

Czy jakiś recenzent oparłby się grze kościanej z dalekiego Singapuru? Do tego z Indianami i rozgrywką w 30 minut. Nie udało mi się oprzeć i gra wylądowała na moim stole. Co z tego wynikło? Po odpowiedź zapraszam do recenzji.

Wyborna zawartość

Otontin: Warriors of the Lost Temple to chyba pozycja, która jest marzeniem każdego gracza. Pudełko wypchane po brzegi tak, że ciężko je zamknąć. Otontin: Warriors of the Lost Temple to niewielkie opakowanie – ucieszyło mnie to, bo miejsca na półce nie zajmie prawie wcale. Pod  wieczkiem znajdziemy mnóstwo grubych, tekturowych znaczników – okrągłe z ziarnami kakaowymi oraz kwadratowe z wojownikami. W niewielkim pudełku znalazło się miejsce  również na czarną, plastikową wypraskę – brawo dla wydawcy. Karty są średniej grubości, za to pokryte siateczką zabezpieczającą. Kości są czarne, ale z naniesionymi na ścianki bardo wyraźnymi symbolami w 3 kolorach: zielonym, ciemnożółtym i czerwonym. Nie zapomnijmy również o zamszowym woreczku, z którego będziemy losować kości. Zawartość prezentuje się wybornie – doskonały początek wydawniczych debiutantów.

SONY DSC

Turlanie dla turlania

Każdy z graczy (lider) rozpoczyna z kartą Ataku i Obrony przed sobą oraz kartami Włóczni, Tarczy i Ręki (x2). W zależności od liczby uczestników zabawy ustala się pulę dostępnych tokenów wojowników i ziaren kakaowych. Runda dzieli się na 3 fazy:

  1. faza kampanii – gracze kolejno podejmują swoją kolej. Ciągną z woreczka 3 losowe kości, po czym decydują czy dobierają 3 następne czy pasują. W zależności od osiągniętych wyników mogą zdobywać wojowników (i wyłożyć ich na karcie Ataku lub Obrony) lub ziarna kakaowe.
  2. faza strategii – zagrywając karty Ręki można podejmować negocjacje z innymi graczami (rozejm, przekazywanie ziaren kakaowych oraz wspomaganie swoimi siłami innych graczy), okazując kartę Włóczni zapowiada się swój atak przeciwnikowi, a wykładając kartę Tarczy informuje się o działaniach obronnych wobec innego gracza. Kart używa się tylko wobec sąsiadów po lewej i prawej stronie lidera. Karty wykłada się zakryte.
  3. faza wojny – następuje równoczesne odkrycie kart i podjęcie działań na nich określonych. Pobici wojownicy zostają odrzuceni, a zwycięscy rabują pokonanych z posiadanych ziaren kakaowych.

Zabawę wygrywa ten, kto zdobędzie na koniec fazy wojny zdobędzie wymaganą ilość ziaren lub po wyczerpaniu jednego ze stosów „zasobów” zbierze najwięcej ziaren po rundzie finałowej.

SONY DSC

W założeniach wszystko świetnie działa, prawda? Gorzej już z praktyką. Po pierwsze ziarna kakaowe znajdują się tylko na 2 ściankach 7 zielonych kości – pozostałe 8 nie posiada takiego symbolu. Bardzo ciężko jest więc zebrać wymaganą ilość ziaren. Po drugie symbol czaszki czyli sabotażysty pozwala graczom z mniejszą ilością wojowników niż naszą kraść ich z naszych zasobów. Ciężko walczyć, gdy nasze armie się uszczuplają w tak dziwny i losowy sposób. Trzecia kwestia to zarazem największa bolączka omawianego tytułu. Otóż wyrzucenie sekwencji 4 lub więcej sabotażystów jednocześnie kończy naszą turę. Nie otrzymujemy żadnych zasobów – nie bierzemy udziału też w fazie strategii i wojny. Zasada jest w porządku, jeżeli nie dochodzi zbyt często do takich sytuacji. Niestety, ilość symboli czaszek na kościach jest tak duży, że tura kończy się dla większości graczy bardzo szybko. Losowość jest ogromna i nie sposób nad nią zapanować. Oczywiście możemy potraktować Otontin: Warriors of the Lost Temple jako lekką i swobodną turlaninę – niestety obłożenie zasad w dalszym etapie komplikują totalnie losową zabawę.

SONY DSC

Aztecki zgrzyt

Zawsze, gdy opisuję jakąś grę mam przed oczami twórcę i trud, który włożył w stworzenie swojego dzieła. Otontin: Warriors of the Lost Temple cechuje wysoka jakość wykonania, ciekawe założenia i niestety mechanizm, który nie działa. Sabotażystów jest zdecydowanie za dużo, a ziaren kakaowych za mało. Zasada utraty tury po wyrzuceniu sekwencji 4 czaszek psuje zabawę. Polecić mogę wyłącznie do niezobowiązującego turlania dla lubiących losowość i rzucanie kośćmi dla samego ich rzucania.

Plusy:

  • wysoka jakość wykonania
  • wypraska
  • kości
  • ciekawe założenia mechaniczne

Minusy:

  • zasada utraty tury po wyrzuceniu sekwencji 4 czaszek
  • mała ilość symboli ziaren kakaowych na kościach
  • za dużo symboli czaszek na kościach
  • zasada przekazywania wojowników graczom z mniejszą ich liczbą po wyrzuceniu symbolu sabotażysty
  • totalna losowość

Ocena ogólna

Ocena ogólna 3/6

3/6

Grafika/Jakość

Grafika/Jakość 5/6

5/6

 Grywalność

Grywalność 2/6

2/6

Profil gry w serwisie Board Game Geek

Profil gry na stronie wydawcy

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: